Rozstanie braci
Skoro świt, Bolko, Leszko i Cieszko w pełnym rynsztunku, ze swymi drużynami, pożegnali książęcą parę i ruszyli na zachód. Kiedy oddalili się nieco od grodu, każdy z nich pojechał w swoją stronę. Już pod wieczór drugiego dnia wędrówki, sygnały, które każdy z braci wygrywał na rogu myśliwskim, przestały docierać do pozostałych. Wędrujące drużyny Bolka, Leszka i Cieszka, oddalały się od siebie, mimo to bracia co jakiś czas dęli w swe rogi, z nadzieją usłyszenia gdzieśwoddali znajomego sygnału.
Jechali i jechali, zapuszczając się coraz głębiej w nieprzebytą puszczę. Pełne przygód dni wędrówki upływały szybko. W promieniach słońca liście drzew zaczynały już mienić się jesiennymi barwami, przypominając każdemu z książąt o złożonej ojcu obietnicy powrotu do grodu na jesieni. Książęta powoli tracili nadzieję na spotkanie drużyny któregoś z braci.
Pewnego dnia Leszek dotarł nad niewielką rzekę. Postanowił, że jej bieg poprowadzi ich w dalszej wędrówce. Tego dnia jeźdźcy nie natrafili jeszcze na żadne źródło, a zmąconymi deszczem wodami rzeki nie mogli zaspokoić pragnienia. Przemierzając leśną gęstwinę zbliżyli się do jakiegoś wzgórza. Książę, pozostawił w tyle drużynę i ruszył na szczyt niezbyt wysokiego wzniesienia, aby stamtąd zagrać znany Bolkowi i Cieszkowi sygnał. Trzej książęta wygrywali go wytrwale każdego dnia, jednak bez jakiegokolwiek odzewu. Również Leszko pogodził się już z myślą, że swych braci ujrzy dopiero jesienią, kiedy to wszyscy powrócą do ojcowskiego grodu. Rozmyślając nad tym, gdzie też wędrują Bolko i Cieszko, jakie spotykają ich przygody, ruszył z kopyta w stronę wzniesienia. U jego stóp zauważył niewielkie źródło. Zeskoczył z konia, żeby się napić. Źródlana woda smakowała wybornie. Przywołał spragnioną drużynę. Okolica wokół źródełka była piękna, wędrowcy głodni i zmęczeni. Leszek zarządził więc, że odpoczną tu do następnego dnia. Sam wielce utrudzony zdrzemnął się, zapominając o nawoływaniu Bolka i Cieszka... Przed wieczorem przypomniał sobie jednak o swym postanowieniu. Udał się na szczyt wzgórza i zadął na cztery strony świata. Ku jego zdziwieniu, po chwili, gdzieś z oddali odpowiedział słaby znajomy dźwięk myśliwskiego rogu. Ucieszony Leszek, przeczuwając nadejście któregoś z braci, nakazał rozpalić duże ognisko i oporządzić na wieczerzę jelenia. Sygnał dochodzący z boru stawał się coraz wyraźniejszy. Drużyna Leszka trwała w oczekiwaniu...
Tekst wg Józefa Ondrusza: Magdalena Szalbot
Ilustracje: Katarzyna Świder
Jechali i jechali, zapuszczając się coraz głębiej w nieprzebytą puszczę. Pełne przygód dni wędrówki upływały szybko. W promieniach słońca liście drzew zaczynały już mienić się jesiennymi barwami, przypominając każdemu z książąt o złożonej ojcu obietnicy powrotu do grodu na jesieni. Książęta powoli tracili nadzieję na spotkanie drużyny któregoś z braci.
Pewnego dnia Leszek dotarł nad niewielką rzekę. Postanowił, że jej bieg poprowadzi ich w dalszej wędrówce. Tego dnia jeźdźcy nie natrafili jeszcze na żadne źródło, a zmąconymi deszczem wodami rzeki nie mogli zaspokoić pragnienia. Przemierzając leśną gęstwinę zbliżyli się do jakiegoś wzgórza. Książę, pozostawił w tyle drużynę i ruszył na szczyt niezbyt wysokiego wzniesienia, aby stamtąd zagrać znany Bolkowi i Cieszkowi sygnał. Trzej książęta wygrywali go wytrwale każdego dnia, jednak bez jakiegokolwiek odzewu. Również Leszko pogodził się już z myślą, że swych braci ujrzy dopiero jesienią, kiedy to wszyscy powrócą do ojcowskiego grodu. Rozmyślając nad tym, gdzie też wędrują Bolko i Cieszko, jakie spotykają ich przygody, ruszył z kopyta w stronę wzniesienia. U jego stóp zauważył niewielkie źródło. Zeskoczył z konia, żeby się napić. Źródlana woda smakowała wybornie. Przywołał spragnioną drużynę. Okolica wokół źródełka była piękna, wędrowcy głodni i zmęczeni. Leszek zarządził więc, że odpoczną tu do następnego dnia. Sam wielce utrudzony zdrzemnął się, zapominając o nawoływaniu Bolka i Cieszka... Przed wieczorem przypomniał sobie jednak o swym postanowieniu. Udał się na szczyt wzgórza i zadął na cztery strony świata. Ku jego zdziwieniu, po chwili, gdzieś z oddali odpowiedział słaby znajomy dźwięk myśliwskiego rogu. Ucieszony Leszek, przeczuwając nadejście któregoś z braci, nakazał rozpalić duże ognisko i oporządzić na wieczerzę jelenia. Sygnał dochodzący z boru stawał się coraz wyraźniejszy. Drużyna Leszka trwała w oczekiwaniu...
Tekst wg Józefa Ondrusza: Magdalena Szalbot
Ilustracje: Katarzyna Świder







